sobota, 7 lipca 2012

ROZDZIAŁ 1

       Budzę się i mrugam szybko powiekami. Widzę, że moje rodzeństwo jeszcze śpi, więc postanawiam nie ruszać się z miejsca.  Wczesne wstawanie i ciężka praca nie robi dla mnie większego problemu od kiedy nauczyłam się chodzić. U nas w 11 dystrykcie każde ręce potrzebne są do pracy. Dziś jednak nikt nie pracuje. To nie byle jaki dzień. Ten jest najgorszym w roku. Moje pierwsze dożynki w życiu.  Czuję, że zjada mnie stres. Moje przemyślenia przerywa donośny głos taty :
- Wstawać leniuchy ! No już raz dwa ! Musicie się porządnie ubrać i zjeść coś pożywnego!
Nasza reakcja jest natychmiastowa. W pośpiechu zbiegamy na dół i siadamy przy stole, gdzie znajduje się znacznie więcej jedzenia niż zwykle. Nasz dystrykt jest jednym z najbiedniejszych i nigdy nie można najeść się do syta. Dzisiejsze śniadanie jednak wygląda bardzo dobrze. Jest dużo sera, kilka warzyw, parę plasterków szynki i dwa duże bochenki chleba! Nasi rodzice próbują rozładować napiętą atmosferę przy stole. Od kiedy pamiętam, zawsze przed dożynkami  tata śmiał się i powtarzał, że jeśli on przeżył to nam nic nie będzie, bo znając jego pecha mógł być wybrany milion razy! Jego poczucie humoru i optymizm nie pocieszają mnie.
       Myślę o tym, że mam jedną kartkę w puli, a czternastoletni Ross, który ma 8 kartek, siedemnastoletni Drave z 22 kartkami i moja piętnastoletnia siostra Dena z 12 mają o wiele gorzej ode mnie. Choć nasi rodzice starają się robić wszystko, aby nikt nie musiał zgłaszać się po astragale, czasem jest to konieczne. Wstaję od stołu jako ostatnia i zażywam toalety. Umyta wchodzę schodami na górę i widzę błękitną sukienkę uszytą specjalnie dla mnie przez moją mamę. Jest śliczna, choć mimo tego nadal stoję i patrzę bojąc się jej dotknąć. Nie chcę żeby to się zaczęło, ta rzeź i całe Igrzyska Głodowe.  Potrząsam głową i szybko zakładam strój. Przeczesuję włosy. Chcę je związać, ale okazuje się, że nadal są zbyt krótkie, więc pozostawiam je w naturalnej formie. Wszyscy stoją gotowi przy wyjściu.
           Na miejscu uważnie przyglądam się każdemu. Wszyscy w odświętnych strojach i fryzurach udają, że wszystko jest w porządku. Choć ich miny zdradzają stres i zaniepokojenie.  Dena trzyma mnie za rękę i prowadzi do rejestracji. Stajemy w ogromnej kolejce. W około wszędzie pełno strażników pokoju w tych białych, rzucających się w oczy kombinezonach. Czuję, że pocą mi się ręcę. Siostra pociesza mnie, patrząc się tymi ciepłymi czekoladowymi oczami prosto w moje o tej samej barwie:
- Spokojnie. Nie stresuj się, to tylko małe ukłucie i w sumie nic nie boli.
-Dena… Wiesz, że nie boję się ukłucia. Ja…
- Hej, mała nie wybiorą Cię. Masz tylko jedną kartkę.
- A jak wybiorą Ciebie albo Rossa, czy Dave’a?
- Jesteśmy starsi i silni poradzimy sobie. Jestem pewna, że Tobie też by się udało.
Nadchodzi moja kolej. Wyciągam rękę wierzchem dłoni do mężczyzny ze strzykawką, czy innym narzędziem, którego nazwy nie mogę określić. Czuję małe ukłucie w palcu. On bierze moją dłoń i przyciska palec do kartki, tak, że zostaje na niej krew. Następnie przykłada czytnik i krzyczy :
- Następny !
Dena prowadzi mnie na lewą stronę placu do dziewczyn. Ustawia mnie w jednym z pierwszych rzędów, a sama idzie dalej. Wiem, że musi stać dalej. Ustawiamy się wiekowo od najmłodszych do najstarszych, co w sumie nic nie zmienia, ani nie znaczy, ale takie są przepisy. Spoglądam w prawo i widzę moich braci. Uśmiechają się do mnie. Na scenę wchodzi Latasha Roynel. Podchodzi do mikrofonu z uśmiechem. Rozpoczyna przemowę, oczywiście z kapitolińskim akcentem. Nie obędzie się bez filmu, o tym jak zbuntował się Dystrykt 13, jak zrównano go z ziemią i dlaczego Igrzyska Głodowe powinny być tak ważne.
- A teraz czas na losowanie ! Dziewczęta pierwsze.
Latasha wkłada rękę do puli. Miesza kartki. Tak strasznie się boję. Kobieta wyjmuję rękę, rozkłada kartkę i krzyczy :
- Rue Movensbee !
Stoję zamurowana. Moje oczy zachodzą łzami, ale szybko zdaję sobie sprawę, że patrzy na mnie tłum i… moja rodzina. Powstrzymuje płacz i podnoszę głowę. Napotykam szeroki uśmiech Latashy.  Przełykam ślinę i wychodzę przed szereg. Czuję na sobie tysiące oczu. Idę dalej. Wchodzę po schodach i staję na scenie, w towarzystwie pani Roynel i mentora Crave’a Ray’a. Moje serce bije jak oszalałe. Patrzę na twarze mojej rodziny. Dena płacze. Moi bracia nie mogą dalej  uwierzyć. Stoją obok siebie ze spuszczonymi głowami.
- Teraz czas na panów !
Kątem oka widzę jak podchodzi do puli. Wyciąga kartkę i rozwija ją. Czyta na głos :
- Tresh Volery!
Przed szereg chłopaków wychodzi umięśniony wysoki chłopak w wieku około 17 lat. Nie przyglądam mu się dobrze. Jestem zbyt roztrzęsiona i przerażona, ale wydaję mi się, że Tresh wygląda groźnie.
- Oto nasi szczęściarze ! I niech los wam zawsze sprzyja ! Brawa!
Słychać oklaski pełne wymuszonego entuzjazmu. Widać, że nikt nie ma ochoty klaskać w takich tragicznych chwilach, kiedy dzieci wysyła się na rzeź.  Nie chcę patrzeć na moją rodzinę. Wiem, że nie wrócę. A ich twarze wywołują większy smutek. Nie chcę okazać swojej słabości. Strażnicy pokoju chwytają mnie i Tresha pod ręce. Wynoszą nas ze sceny za ogromne blaszane drzwi.
~ Wasza Clove :)

9 komentarzy:

  1. Moim zdaniem bardzo dobrze przedstawiłaś Rue w narracji pierwszoosobowej, która jest bardzo trudna. Bardzo mi się podoba twój styl pisania, fajnie się to czyta i już dodaję twojego bloga do obserwowanych ;)
    Jakbyś chciała poczytać, daję link do mojego bloga, ale ostrzegam - to nic specjalnego :)
    www.podskrzydlamikosoglosa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się sposób w jaki opisałaś Rue. Świetnie piszesz.
    Ja sama piszę oczami Clove. Daję link do mojego bloga.
    www.cloveigrzyskasmierci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Clove. Na pewno zobaczę twojego bloga.
      Co do tekstu Rue. Kocham to. Pięknie przedstawiłaś dziewczynkę, strasznie mi się to podoba :)

      Usuń
  4. Bardzo dobrze napisane. Uwielbiam Rue, ale moim zdaniem nie sprawiedliwe jest wylosowanie 12-nasto latki. ;< życzę weny i idę dalej. ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Super blog!!! Ale chyba pisałaś na podstawie filmu, nie książki bo wg niej Rue miała sześcioro MŁODSZEGO rodzeństwa... Ale mimo wszystko SUPER!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Też piszę bloga o igrzyska śmierci tylko oczami Clove i Cato , tak na zmianę :)

    http://thg-clove-and-cato.blogspot.com/

    Dopiero zaczynam czytać twoje opowiadanie , ale już idę czytać dalej , bo bardzo ciekawi mnie jakie relacje będzie miała Rue z Treshem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie piszesz! Jestem twoją fanką:** Mój blog: http://www.emis2000.blogspot.com zajrzyj jak będziesz miała czas:))

    OdpowiedzUsuń